Lisa Marie to jedną z najważniejszych postaci, jakie odwiedziły w tym roku Brukselę. Była ukochana Tima Burtona, znana z kilku jego filmów, została zaproszona do udziału w jury. Rozdawała autografy, sypała uśmiechami oraz… dziwnymi minami.
Lisa Marie jest kobietą dość nietypowej urody. Łabędzia szyja, uciekające na boki spojrzenie, krucha budowa ciała czynią z niej nimfę, która niegdyś – jak twierdzi wielu – zdołała wykrzesać geniusz twórczy z Burtona, kręcącego podczas związku z nią swoje najlepsze filmy. Po tym jak jej miejsce zajęła Helena Bonham Carter, aktorka zamknęła się w sobie, jakby straciła nieco ze swego dawnego powabu, a na domiar złego zaczęła także toczyć batalie sądowe przeciwko Burtonowi.
Ciekawy życiorys, publiczne przyznawanie się do widzenia UFO i temu podobne ekstrawagancje nie licowały z wypowiedziami podczas konferencji prasowej. Lisa Marie najzwyczajniej w świecie opowiadała komunały, wprawiła także w osłupienie publiczność, gdy podczas obrad jury wyciągnęła mały aparacik, którym zaczęła fotografować otoczenie oraz… samą siebie, najwyraźniej po to, by mieć pamiątkę z Brukseli.
Kojarzyła się z jedną z postaci, jakie sama grywała w kinie. Coś pośrodku Vampirią z “Eda Wooda” i Marsjanką z “Marsjanie atakują”. W Brukseli taką postawę odbierano jako coś zupełnie naturalnego. Co by nie mówić, Lisa Marie bez dwu zdań była najbardziej zjawiskową postacią podczas BIFFF 2008.