horrorfestiwal.pl/blog

festiwal grozy i horroru

Thursday, May 15, 2008

Dziennik starego mistrza

51wivtieybl__ss500_.jpgW cieniu wydarzeń z głównego nurtu, za niezależne pieniądze, George A. Romero zrealizował swój najnowszy film “Diary of the Dead”. Na ekrany amerykańskich kin wszedł w lutym, a zniknął z nich mniej więcej w tym samym czasie, gdy w obiegu DVD pojawił się wzorowany na twórczości Romero “Day of the Dead”. Ojciec współczesnego amerykańskiego horroru pod względem kasowym nie miał się się czym chwalić - ”Diary of the Dead” zarobiło niecały milion dolarów. To kilkanaście razy mniej niż zrealizowana kilka lat temu przez niego samego “Ziemia żywych trupów”.

“Diary of the Dead” był pokazywany poza konkursem głównym w Brukseli. Zdeklarowanym fanom  horroru spodobał się, podobnie zresztą jak cała twórczość Romero. Jest coś takiego, że akceptują oni tego reżysera z całym dobytkiem inwentarza, tak jak po dziś dzień wielbią całą twórczość Lucio Fulciego. A jaki jest naprawdę “Diary of the Dead”? Nostalgiczny w treści, praktycznie pozbawiony efektów specjalnych, wypełniony nieznanymi nikomu aktorami. Usłyszymy za to znane głosy, m.in. Quentina Tarantino czy Stephena Kinga jako czytających zza kadru. Film z0stał zrealizowany metodą kojarzącą się nieco z Dogmą. W tle przygrywa smutna muzyka, bohaterowie błąkają się z miejsca na miejsce, a ze względu na to, że większość akcji dzieje się nocą, co poniektórzy uznali, że najnowsze dzieło Romero nawiązuje do korzeni, czyli “Nocy żywych trupów”. Faktycznie, film przepełnia poczucie beznadziei, takie samo jakie udawało się wykrzesać Romero za swoich najlepszych czasów. To horror medytacyjny, dziwny, przeznaczony dla fanów gatunku, którzy odnajdą tu wariacje na temat dobrze znanych scen z przeszłości (jest na przykład ucieczka z cmentarza). “Diary of the Dead” jest zaskakującym doświadczeniem. Trudno powiedzieć, czy dobrym, czy złym filmem. Z całą pewnością zaskakującym.

posted by admin at 19:00  

Thursday, May 15, 2008

Remake “Day of the Dead”

day_of_the_dead_ver2.jpgW USA miała miejsce premiera nowej wersji “Dnia żywych trupów”. Film nie został skierowany do kin, lecz prosto na rynek DVD. Świadczy to co prawda o jego niewysokim kalibrze, ale jednocześnie sam tytuł powoduje, że fani horroru czują gęsią skórkę na plecach.

Reżyserem jest Steve Miner. Tak jest, ten sam człowiek, który rządził w horrorze lat 80. mając na koncie takie tytuły jak “Piątek trzynastego”, “Dom” czy “Czarnoksiężnik”. Miner przebudził się ponownie pod koniec lat 90., ale potem znowu zapadł w artystyczną śpiączkę, w trakcie której zapomniał o horrorze. Teraz znów się przebudził i nakręcił film nie mający wiele wspólnego z oryginałem, nieszczególnie krwawy i nie wnoszący nic nowego do “zombie movies”. Scenarzysta twierdził, że chodziło mu o odtworzenie klimatów charakterystycznych dla George’a A. Romero – czyli zombie kontra zwykli ludzie, wojsko i polityka w tle.

Główną rolę gra Mena Suvari. Jako wojskowa, w mundurze, wygląda nawet dość przekonująco. Wraz ze swoją rodziną oraz towarzyszami broni, bohaterka zmaga się z zalewem zombie. Walczą we wnętrzach oraz terenie otwartym (Bułgaria udaje Amerykę). Słowem, mamy tu do czynienia z przyzwoitym horrorem, dostarczającym odbiorcy standardową dawkę wrażeń. Miło widzieć, że Steve Miner powrócił do gatunku. Szkoda oczywiście, że nie z jakimś własnym projektem, lecz takim nieco na wyrost wykorzystującym legendę “Day of the Dead”, ale i tak nie jest źle. Ten film przynajmniej nie próbuje udawać, że jest czymś więcej niż horrorem klasy niższej niż A.

posted by admin at 18:21  

Monday, May 12, 2008

BIFF 2008 – Lisa Marie

img_2141.JPGLisa Marie to jedną z najważniejszych postaci, jakie odwiedziły w tym roku Brukselę. Była ukochana Tima Burtona, znana z kilku jego filmów, została zaproszona do udziału w jury. Rozdawała autografy, sypała uśmiechami oraz… dziwnymi minami.

Lisa Marie jest kobietą dość nietypowej urody. Łabędzia szyja, uciekające na boki spojrzenie, krucha budowa ciała czynią z niej nimfę, która niegdyś – jak twierdzi wielu – zdołała wykrzesać geniusz twórczy z Burtona, kręcącego podczas związku z nią swoje najlepsze filmy. Po tym jak jej miejsce zajęła Helena Bonham Carter, aktorka zamknęła się w sobie, jakby straciła nieco ze swego dawnego powabu, a na domiar złego zaczęła także toczyć batalie sądowe przeciwko Burtonowi.

Ciekawy życiorys, publiczne przyznawanie się do widzenia UFO i temu podobne ekstrawagancje nie licowały z wypowiedziami podczas konferencji prasowej. Lisa Marie najzwyczajniej w świecie opowiadała komunały, wprawiła także w osłupienie publiczność, gdy podczas obrad jury wyciągnęła mały aparacik, którym zaczęła fotografować otoczenie oraz… samą siebie, najwyraźniej po to, by mieć pamiątkę z Brukseli.

Kojarzyła się z jedną z postaci, jakie sama grywała w kinie. Coś pośrodku Vampirią z “Eda Wooda” i Marsjanką z “Marsjanie atakują”. W Brukseli taką postawę odbierano jako coś zupełnie naturalnego. Co by nie mówić, Lisa Marie bez dwu zdań była najbardziej zjawiskową postacią podczas BIFFF 2008.

posted by Piotr Mańkowski at 21:44  

Powered by WordPress | Supported by Multikino | Administrated by ePublic