Projekcja najnowszego dzieła “najgorszego reżysera świata” została przewidziana jako klasyczny midnight movie. Mimo środka tygodnia i północy na zegarku, na sali zjawiło się prawie tysiąc widzów. Uwe Boll został przez nich przyjęty bardzo ciepło.
”Postal”, choć teoretycznie oparty na scenariuszu gry komputerowej, nie ma z nią oczywiście nic współnego. To znak charakterystyczny Bolla – zakupywanie praw do scenariuszy gier i robienie czegoś z innej bajki, jedynie tytuł gry wykorzystując jako wabik mający ściągnąć fanów. Wcześniej Boll robił nieświadome parodie, teraz spróbował nakręcić coś w stylu legendarnego duetu Zucker-Abrahams-Zucker, czyli ostrą farsę. Jej ostrość przejawia się w kpinach z 11 września albo choćby tym, że taki aktor jak Dave Foley godzi się na paradowanie przed kamerą całkiem nago. Boll rzuca na plan dużo keczupu, fabularnie stara się wykpiwać hollywoodzkie klisze. Z całą pewnością brakuje mu lekkości tercetu ZAZ, a mimo to w porównaniu z “Alone in the Dark” czy “House of the Dead” nakręcił arcydzieło. Krwawą, idiotyczną farsę trochę w stylu ZAZ, przy okazji czerpiącą równie dużo z Russa Meyera.
Publiczność nagrodziła “Postal” owacją na stojąco. Gromkie “Uwe, Uwe” pozwalało sądzić, że niemiecki reżyser powoli zaczyna wyrastać na jednego z ulubieńców zdeklarowanych fanów horrorów klas niższych niż A.